A Ty jak dbasz o drewnianą deskę do krojenia?

Drewno w domu

Jeśli miałabym powiedzieć, że uwielbiam drewniane elementy w kuchni, to byłby to z mojej strony mocny eufemizm. Po tym jak kupiliśmy mieszkanie poinformowałam Pana Męża o tym, że drewniany blat to nie fanaberia, a konieczność w naszej kuchni. Marzył mi się taki piękny, jasny blat do naszych szaro białych szafek z połyskiem. Niestety dałam się podówczas przekonać upartemu stolarzowi i podatnemu na gadanie specjalistów Mężowi, że pomysł jest równie niewykonalny co fajny.  Według stolarza, pomimo, że drewniany blat, a i owszem, ładnie wygląda, to jest totalnie niepraktyczny i za drogi w utrzymaniu. Już nie mówiąc o tym, że wmówił nam, że za dwa do trzech lat byśmy musieli go zrywać i kłaść drugi. Ustąpiłam… i była to jedna z dwóch złych decyzji w tym domu. O dziwo! Zgadza się z tym Mąż i już wiemy, że jeśli będziemy wymieniać blaty, to właśnie na drewniane. Niestety na ten moment moją miłość do drewnianego blatu byłam zmuszona przenieść na drewniane deski. One również wymagają pewnej troski z mojej strony o czym opowiem Ci poniżej.

Jak dbasz o drewnianą deskę do krojenia?

Codzienne mycie drewnianych desek

Mam do Ciebie prośbę. Wykonaj w swojej głowie szybką retrospekcję i sprawdź, czy wymyłaś deskę przed pierwszym użyciem? Połowa z Was odpowie przecząco, niestety. A teraz wyobraź sobie, ile łapek dotykało tej deski, zanim Ty na nią położyłaś swój ukochany serek? Od razu Ci podpowiem – dużo za dużo. Nawet te zafoliowane nie są czyste i wymagają wymycia przed pierwszym użyciem. Jak zresztą wszystko, czego używasz w kuchni (przede wszystkim tutaj).

Taką deskę po każdym użyciu należy przynajmniej przetrzeć wilgotną gąbką i wytrzeć do sucha najlepiej ręcznikiem papierowym. Drewnianej deski nie moczymy w zlewie pod stertą naczyń (bo się powygina). Nie zostawiamy jej mokrej – bo to pierwszy krok do powstawania kultur bakterii – tych złych ofkors. No i najważniejsze – nie myjemy jej w zmywarce! Toż to zbrodnia Moja Droga!

Usuwanie zanieczyszczeń i zapachów

Jeśli kroiłaś na desce np czosnek, lub rybę – z pewnością pozostawiły na niej nieprzyjemny zapach (i na Twoich dłoniach też 🙂 ) do jego usunięcia przyda Ci się jeden prosty składnik – cytryna. Natrzyj jej grubym plastrem deskę mocno dociskając – cytryna przy okazji mycia deski, zniweluje też przykre zapachy z Twoich dłoni. Po około 15 minutach wypłucz deskę pod bieżącą wodą i wysusz. Taka cytryna świetnie sobie radzi również z tłustymi plamami, np po krojeniu suszonych pomidorów.

W przypadku uporczywych plam – na przykład po krojeniu malin lub jagodach 🙁 🙁 🙁 polecam zastosować natychmiast po zauważeniu plam połączenie soli, sody oraz soku z cytryny. A mianowicie taką właśnie poplamioną deskę obficie posyp zwykłą solą kuchenną oraz sodą oczyszczoną (w proporcji na oko – 3:1, czyli trzy części soli na jedną część sody oczyszczonej). Następnie na tak osypaną deskę wyciśnij sok z połowy cytryny – przede wszystkim na poplamione miejsca – nie wyrzucaj jeszcze cytryny. Odczekaj około 10 minut i za pomocą pozostałości cytryny – wyszoruj deskę. Kwas z cytryny uaktywnia sodę oczyszczoną, a sól ma magiczne właściwości ścierające i absorbujące wilgoć – zrobisz w ten sposób naturalny peeling swojej drewnianej desce 🙂

Konserwacja drewnianych desek do krojenia

Czy to ma sens?

Z lekkim zażenowaniem przyznam Ci się do czegoś 🙁 Jeśli byłaś ostatnio na moim Instagramie to z pewnością widziałaś, jak na tej pięknej desce leżały niechlujnie acz zgrabnie ułożone placuszki z jagodami… I o te jagody właśnie się rozbiega. Bo nic innego, jak właśnie one przypomniały mi, że nie zaimpregnowałam swojej nowej deski! Jakież było moje zdziwienie, jak się okazało, że plamy, które zamiast zejść stosunkowo gładko, stawiają mega opór. Impregnacja pozwoli Ci dłużej cieszyć się piękną deską – równą jak stół, bez plam i zacieków no i pachnącą. I jeśli pomyślałaś właśnie, że nie masz na to czasu – przeczytaj następny akapit – obiecuję pozytywne zaskoczenie 🙂

Czego potrzebujesz?

Potrzebujesz ni mniej ni więcej a po prostu dobry, nierafinowany olej oraz ręczniki papierowe. Polecam olej kokosowy lub lniany – wiem, że to droga impreza, ale nadal tańsza od markowych impregnatów  (chociaż i tych muszę spróbować). Przez lata używałam zwykłego oleju rzepakowego lub oliwy z oliwek. Jakiś czas temu okazało się, że robiłam wielki błąd. Impregnacja tłuszczem polega między innymi na zamknięciu porów w drewnie. Dzięki temu ani wilgoć ani powietrze, ani tym bardziej bakterie nie mają ułatwionej drogi do atakowania. A co zatyka te pory? Olej. A co się dzieje z tym zwykłym olejem w czeluściach Twojej drewnianej deski? A no jełczeje! Dramat 🙁 To właśnie dlatego często takie deski po prostu śmierdzą! Fuj, fuj i jeszcze raz fuj.

Jak się do tego zabrać?

Weź trochę używanego przez Ciebie oleju na ręcznik papierowy i kolistymi ruchami wetrzyj go w deskę. Czynność powtarzaj aż do pokrycia deski z każdej strony. Resztki tłuszczu wytrzyj za pomocą nowego kawałka ręcznika. Taką impregnację wykonuj około raz w miesiącu. Tadam!

Tak własnie wygląda moje dbanie o deskę, a Ty jak dbasz o drewnianą deskę do krojenia? Z chęcią przeczytam o Twoich patentach w komentarzach pod artykułem 🙂

Pozdrawiam

Gosia

 

Może Ci się również spodoba

  • Szczerze mówiąc – impregnuję nową, ale zwykłym olejem. Aha, i myję ja najpierw. Myję je też po każdym użyciu, ale raczej płynem do naczyń. Reasumując – „kupuję” twoje rady bo widzę, że do ideału mi daleko. Pozdrowienia:)

    • Iwona, bez przesady – ze mnie żaden ideał, ja tylko lubię domową krzątaninę 🙂 Płyn do mycia naczyń jest ok, natomiast cytryna z solą dodatkowo ściera i dezynfekuje wszystkie „brudy” które ośmielają się na niej osadzać – polecam przynajmniej raz na miesiąc taki peeling dla desek, a później olejowanie :*

  • Świetne rady! Drewniane deski to mój wyrzut sumienia. Za mało o nie dbam. Przed pierwszym użyciem zrobiłam wszystko zgodnie z instrukcją na opakowaniu, a teraz po prostu je myję zwykłym płynem do naczyń. Natomiast jeśli chodzi o „konserwację” to powinnam to robić zdecydowanie częściej…

  • Patrycja Pawlowska

    Super rady, na pewno nikt nie lubi zapachu cebuli na świeżo pokrojonych owocach

    • Fakt, cebulowy melon nie należy do moich ulubionych przysmaków 🙂

  • Czytałam kiedyś że można również kupić specjalny olejek w aptece i coś co wydobywa się od pszczół, teraz za Chiny nie pamiętam co to było, ale wiem że to wszystko to naturalne składniki bo przecież innych stosować nie wolno do desek z których jemy, poszperaj trochę może uda Ci się znaleźć 🙂

    • Często konserwuje się też drewno (i nie tylko) specjalnie do tego przygotowanym woskiem pszczelim – masz rację 🙂

      • Oooo właśnie wosk pszczeli! Widzisz miałam kompletną pustkę w głowie haha dzięki za przypomnienie 😀