Odpieluchowywanie – traumatyczne wspomnienie?

30 lat temu

Z miejsca odpowiem na nasuwające się pytanie – nie, nie pamiętam tych czasów, ale znam je z opowieści 🙂 30 lat temu, już od dobrze ponad roku dziarsko latałam bez pieluchy… tetrowej! Miałam wówczas dokładnie tyle, ile ma teraz mój syn, czyli trzydzieści miesiączków na karku. I jeśli jest coś, czego moja Mama może mi zazdrościć, to pampersy! Boże, cóż to była za padaka z tymi tetrami. Zakładasz takie dwie na jednego malucha a on, podła gadzina Ci je zasikuje. Co więcej – nie daj boże robi w nie soczystą, półpłynną dwójeczkę przeciekającą aż na rajstopki i bodziaka (moja córka się właśnie w takich lubuje…). Zdejmujesz tę bombę atomową z dziecka i co? Pralka i kosz? Nieeeee, nie ma tak łatwo! Najpierw w jednym wiadrze namaczasz, co by to co grubsze zeszło. Potem pierzesz w drugim – ręcznie, bo jakżeby inaczej? No i do gara – celem wygotowania wszelakiego dobrodziejstwa bakteriologicznego. A! Bo przecież pralka to też było dobro eksklusiw. Więc powtarzasz procedurę prania co wieczór, max co dwa – w przeciwnym wypadku popadacie wszyscy w domu jak muchy od zaczadzenia odorkiem. Boże jedyny uchowaj!

Tetrówki były utrapieniem zarówno dla Matki, jak i dla dziecka. Niewygodne, grube no i … mokre! Tak, właśnie tak – mokre od siuśków i niestety nie tylko. Dyskomfort musiał być o tyleż znaczący, że ze świecą można było szukać dwulatka latającego w pieluszce. To, że tetrówki nie absorbowały wydalanych przez niemowlaka substancji, oraz to, ile zachodu było przy ich użytkowaniu – skutecznie motywowało obie strony do zakończenia ery pieluch, a rozpoczęcia – nocnika.

Rok temu

Dokładnie w momencie, gdy Piotrek skończył półtora roczku uniosłam się ambicją i powiedziałam do Męża – odpieluchowywanie mode on! Trzymałam się swojej decyzji, jak rzep psiego ogona – uparcie i nie zważając na głos rozsądku – właśnie Marcina. Młody ewidentnie, pomimo zainteresowania nocnikiem – nie był gotowy. Robił mini siku na nocnik, po czym pięć minut później robił to samo, tylko w większej ilości na podłogę. Po kilku dniach, kilkunastu praniach i braku jakiegokolwiek progresu – wywiesiłam białą flagę.

Druga próba była zaraz po drugich urodzinach. Wydawało mi się, że teraz powinno pójść błyskawicznie. Piotrek jest inteligentny, bystry i błyskotliwy – no kto jak nie on miałby dać radę 🙂 Zaznaczę tylko, że urodził się w styczniu, więc wszystko działo się w środku … zimy! A w zimę, jak to w zimę – zimno w dupkę, wszystko długo schnie – raczej pod górkę. Dziecię zainteresowało się nocnikiem – a i owszem! Natomiast po dwóch dniach nocnik przestał być cacy, a mokre majtki na małej dupce w ogóle mu nie przeszkadzały. Ba! Robił w nie siku podczas zabawy i nawet nie zwracał na to większej uwagi. Stwierdziłam, że po prostu nie jest gotowy i tyle.

Starsze pokolenie nie mogło się powstrzymać od komentarzy, że taki duży i jeszcze w pieluszce? (przypomnę, że miał DWA lata). Aż się chciało odpowiedzieć: Tak, bo ją tak lubi, że sam ją sobie zakłada, żeby mu było w jajka ciepło, a jak chce siku to idzie na sedes i sam odcedza kartofelki na stojąco…  no caman 😀

Tydzień temu

W sumie to nie tydzień, a chcąc być bardziej czepliwą szczegółów, to 9 dni temu nastał TEN dzień. Dzień, w którym ja, Matka Nienormalna, podjęła decyzję, po konsultacjach ze swoim dwu i pół latkiem, że przestajemy zakładać pieluchę.  Tak naprawdę nie były to konsultacje, a postawienie młodzieńca przed faktem dokonanym, po zapełnieniu przez niego pieluchy bombą o dużym odrzucie 😀 Czemu Matka Nienormalna? Bo nie ma to, jak wziąć się za odpieluchowywanie dziecka, które ma stan podgorączkowy, nie chce jeść i ewidentnie ma infekcję. Do tego trzy i pół miesięczna córcia w domu, a Pan Ojciec na chatę wraca dopiero po dziesięciu godzinach – żyć nie umierać 🙂 Wyobrażasz to sobie? Na jednym ręku niemowlę przy cycku, w drugim rolka papierowych ręczników, a w zębach syrop na gorączkę – czy może było to na odwrót? 😀

Planowałam odpieluchować Piotrka na naszych wakacjach w sierpniu. Sprawa była jasna – będziemy wtedy wszyscy razem 24h/dobę, będzie go łatwiej przypilnować, no i sławetna możliwość latania z gołą dupką też mnie jakoś przekonywała. Pan Mąż zgodził się ze mną, że najwyższy czas na kolejną próbę i tego się trzymaliśmy. Jednak życie pokazało mi inną furtkę. W niedziele młodzian nam mocno gorączkował, przez co podjęliśmy decyzję o nie puszczaniu go do żłobka dnia następnego. W poniedziałek rano uraczył mnie mocno …. dorośle dającą po nosie zawartością pieluchy. Moja reakcja, czyli godzinny wykład na temat tego, że przecież on jest duży itp, itd zakończył się tym, że pielucha została zdjęta, a założone majtki z dinozaurem.

Mamo, chcę być dużym chłopcem!

Co tu dużo mówić – pomimo wielkiej wiary w umiejętności mojego syna, byłam przekonana, że zaraz zasika te piękne, zielone slipeczki (o ile slipki mogą być piękne :D). I tu się pomyliłam! Fakt, chodziłam za nim cierpliwie co 15 minut i pytałam się, czy chce siku i czy pamięta, że nie ma pieluchy – zwykle odpowiadał, że nie chce, i że pamięta. Co godzinę sadzałam go na sedes (bo nocnik wg niego jest dla małych chłopców ^^). I uwaga – o dziwo, przez cały dzień zaliczył ZERO wpadek! Spać poszedł oczywiście z pieluchą, ale umowa była taka, że ma starać się utrzymać siuśki, żeby rano dużo ich było w sedesie. O poranku pieluszka była ledwie wilgotna i ciepła – czyli prawdopodobnie nad ranem biedak nie wytrzymał ciśnienia.

Dzień drugi przebiegał podobnie, ale przypominałam mu już co dwadzieścia, dwadzieścia pięć minut. Co godzinę, do półtorej sadzałam młodziana na sedesie. Gdy wrócił po 17tej Pan Ojciec- zaliczył jedną wpadkę (Piotrek, nie Tata :P), bo zajęli się zabawą  tak mocno, że obaj zapomnieli o obowiązkach – jakie to męskie 🙂

W środę i czwartek już w większości sam wołał na sedes. Ba! W czwartek pojechał z nami do Dziadków – bez pieluchy. Wytrzymał całą drogę w korkach w aucie, a siku zrobił dopiero na miejscu – na sedes. Zachęceni tymi sukcesami puściliśmy młodziana w piętek do żłobka, a tam – też sukces! Tylko jeden komplet dolnej odzieży był wymieniony, bo młody źle wymierzył odległość do ubikacji i popuścił w drzwiach do WC 😀

Natomiast po weekendzie, po tym, jak od kilku dni zdejmowałam mu rano suche pieluszki – nie założyłam mu pieluchy na noc (uprzednio sprawdziwszy ile podkładów i prześcieradeł mam czystych :)). Miałam trochę pietra, nie powiem! Ale jakże miłym zaskoczeniem był fakt, że podołał i temu zadaniu – przespał całą noc bez robienia siku!

I tak o to mój mały synek staje się na naszych oczach małym mężczyzną <3

Bez ciśnień

Dzięki temu, że odczekaliśmy do momentu, w którym młody był przede wszystkim gotowy, wszystko odbyło się totalnie bezboleśnie i z uśmiechem. Żadna ze stron nie odczuwała stresu ani konieczności odniesienia sukcesu. Cała nasza trójka będzie wspominała ten dla wielu traumatyczny okres, jako czas sukcesu i krok w stronę samodzielności. Dzięki cierpliwości oraz temu, że przede wszystkim ja wyłączyłam się na presję otoczenia (w wielu kwestiach) ominęły nas mokre podłogi, kanapy, stosy prania i wszelkie tym podobne. Mamy natomiast radosnego syna, który wie, że jeżeli zdarzy się mu jakaś wpadka, to nie będzie ona hańbą, ale po prostu wypadkiem. Nie będzie miał kary, ale posprząta, podniesie głowę do góry i założy suche ubranko. Tylko tyle i aż tyle!

Z przymrużeniem oka

Czyli dlaczego warto odpieluchowywać dziecko podczas infekcji?

  1. Młody został w domu – czyli mam go na oku 24h na dobę, co daje możliwość zarówno obserwowania, jak i, co najważniejsze – reagowania w odpowiedni sposób. Jeśli zdarzy się tak, że młodzież nie wytrzyma i zaleje podłogę – nie krzycz, uśmiechnij się i nie rób z tego dramatu. Zaangażuj dziecko do sprzątania i szukania suchych majtek – niech ma poczucie obowiązku, ale też i brak pejcza nad głową.
  2. Gorączka była na plus – pochłaniała trochę płynów, a że ogólnie mało tych płynów chciał przyjmować, to już w ogóle bajka. Mniej płynów – mniej sików 🙂
  3. A skoro infekcja, to mniejszy apetyt. Mniej jedzenia, znaczy mniej dwójeczki na sedesie – tadam 😀

Pozdrawia Matka Wariatka

Gosia

Może Ci się również spodoba

  • do stu beczek śledzi! aj lajk it! chwała Ci za to dobry Boże, Allahu, Jehowo czy kto tam siedzi na górze, że tu trafiłem:P będę zaglądać..:) A jeszcze jakby chipsy były… ale to już sam sobie kupię;)

    • Może i chipsy się tutaj niedługo znajdą 😀 Do miłego!

  • powiem ci, że sama miałam podobnie. Myślałam, że półtora roku to najwyższy czas na odpieluchowanie dziecka. Nic bardziej mylnego. Nadszedł w końcu „ten dzień” kiedy młody skończył dwa i pół roku. Poszło jak z płatka 🙂