Made with love, made for you

Ale o co chodzi?

Dzisiaj znajdziesz kilka słów o tym, że wszystko co robię w życiu, robię przynajmniej na 100% swoich możliwości i umiejętności. Nie lubię prowizorek i bylejakości. Będzie o tym, że nadal jestem Mamą, ale nieco inną. „Blogerką”, o zmienionej profesji. Panią domu, jeszcze bardziej oddaną ognisku domowemu. Żoną …ok, w tej materii nuda, nic się nie zmieniło, ale ja tę nudę lubię i cenię 🙂

Jak było?

Gdy zaczynałam pisać (a było prawie dwa i pół roku temu!) miałam naszego wyczekanego synka pod sercem. Pierwszy post pojawił się w dniu, kiedy jechałam do szpitala rodzić 😀 Wymyśliłam sobie, że muszę zacząć przed jego narodzinami i choćby miało się to zakończyć porodem w skodzinie – cel musiał zostać osiągnięty! Najpierw przepisy pojawiały się stosunkowo systematycznie, później tak, jak zawiał wiatr (a że wiał rzadko i słabo, to i pisanie podupadło). Nie czułam się usatysfakcjonowana jakością tego co robię. Nie umiałam robić zdjęć, nie wiedziałam, czy to, w jaki sposób piszę i fotografuję w ogóle się podoba. Był to istny kołowrotek – im dłuższy czas upływał od regularnego pisania, tym trudniej było mi się za nie zabrać.

Natomiast z każdego pytania i komentarza cieszyłam się jak norka 🙂  Ba! Było nawet kilka propozycji współpracy! Myślisz – wow? Ja też tak myślałam. Mało tego! Powinnam była odczuć to jako kopniak w dupę żeby iść do przodu, a ja, jak tępa dzida (żeby nie pisać laska 😀 ) stanęłam w miejscu. Chciałam pisać też o sobie, o swoim życiu, o otaczających mnie chwilach i ludziach, ale o tym przeczytasz tutaj (kliknij tu).

Jak jest?

Jest tak, że wróciłam. Wróciłam nie z nadzieją, nie z wiarą, ale z pewnością. Teraz jestem pewna tego, że to, co robię tutaj i w swoim życiu robię na tysiąc procent (no może za wyjątkiem odpoczywania 😀 ). Zmieniło się bardzo dużo, a te zmiany dotknęły mnie na każdej z płaszczyzn, które dla mnie są filarem – stąd pomysł, aby na blogu były właśnie cztery odsłony mojego ja. Będzie też więcej moich zdjęć do artykułów.  Pomysł wcielam więc w życie i idę za nim jak dzik w żołędzie – odważnie i z apetytem na więcej!

Obecnie jetem podwójną Mamą i raczej w tej materii za wiele się nie zmieni. Pan Mąż stwierdził, że linia produkcyjna została zamknięta, i więcej ni chu chu! Ale wiecie, przypadki chodzą po ludziach. Ginekolog podczas porodu z szatańskim uśmieszkiem na twarzy stwierdził, że przecież nie muszę konsultować się z Mężem 😛 Serio, serio, serio tak powiedział – myślisz, że to była jakaś haniebna insynuacja lub inna tego typu (ż)aluzja? 🙂

Różnica między moją parką to niespełna 26 miesięcy. Powiedzieć więc, że w domu mamy jak w cyrku z małpkami, to jakby nie powiedzieć nic 🙂 Na domiar „złego” jest jeszcze trzecie dziecko, „nieco” starsze –  Mąż. Marcin, to najcudowniejszy człowiek, jakiego spotkałam. To wsparcie, opoka, latarnia, motywacja i miłość. To właśnie on stoi za moim szczęściem i spełnieniem. Wiem, trochę mdło i zaraz rzygniesz tęczą, ale to właśnie on, i moje  dzieci, są moim made with love. To są moje trzy serca, trzy radości, ale czasem trzy mega wielkie wkurwy. Tak, właśnie tak, nikt nie ma zawsze kolorowo. Tak też piszę dla Ciebie artykuły – szczerze, i bez przesadnego słodzenia, prawdziwie.

Jak będzie?

Znajdziesz tutaj codzienność z mojego życia. Czy blogerki? Nie nazwałabym się tak. Dla mnie będzie to ukazanie sinusoidalnej codzienności i feerii barw nie tylko na talerzu, ale i w słowie. Przeczytasz o rodzinie, sąsiadach, przyjaźni, zdradzie i miłości – i nie, nie będę opisywała brazylijskiej telenoweli 😛 Napiszę Ci o swoich paranormalnych (lub paranoidalnych 😛 ) przemyśleniach, moim punkcie widzenia. Będą artykuły pełne goryczy i miłości, radości i smutków – jak w życiu. Jeśli natomiast będziesz chciała dodać coś od siebie – zapraszam do polemiki.

A ponieważ kocham gotować i spędzam w kuchni taki ogrom czasu, że aż trudno tej sfery nie ująć w artykułach, to one również będą miały swoje miejsce. Przecież blog to relaks od kuchni – a nazwa zobowiązuje 🙂  W każdym razie każdy opublikowany artykuł, bez względu na temat jakiego będzie dotykał, będzie pisany prosto z serducha. Taki wiesz – made with love, made for you :*

Niechaj stanie się on zobowiązaniem – przed samą sobą, a przede wszystkim – przed Tobą. W końcu co się napisze w sieci, tego się nie wymaże, a co się zobaczy, tego się już nie odzobaczy 😀

Więc do zobaczenia!

Całuski

Gosia

P.S. Jest wśród Was taka jedna, mała, groźna, ale (nie)wredna, bo kochana adwokatka, co mnie tu razem z przyjaciółmi pozwem zbiorowym straszy na wypadek nie spełnienia obietnicy pisania, więc rozumiesz – nie mam wyjścia 😀 Made with love, stay with peace my Dear :*

 

 

Może Ci się również spodoba